Wywiady Adullam: Alkoholizm – choroba nieuleczalna i śmiertelna

2026-04-27 Brak komentarzy

15 kwietnia obchodzi się w Polsce Światowy Dzień Trzeźwości. Stał się on dla naszej fundacji pretekstem, by pomówić o uzależnieniu od alkoholu – o wpadaniu w tę pułapkę i wydostawaniu się z niej. To już druga rozmowa Adullam na taki temat. Publikujemy ją w internecie i zapraszamy do oglądania. Pierwszy z wywiadów jest dostępny na YouTube od 22 stycznia. O stosowanych w Adullam metodach wyciągania ludzi z nałogu, opartych na wartościach chrześcijańskich, opowiada tam nasz terapeuta uzależnień Wiesław Kieras (podcast publikujemy TUTAJ). Tym razem rozmówcą jest gość spoza fundacji, ale zaprzyjaźniony i współpracujący z nią – Zbigniew Jadczak, prezes Stowarzyszenia Abstynenckiego „Północ” w Częstochowie. Założenie główne programu jest następujące: pokażmy ludziom, którzy na razie rzadko sięgają po alkohol, że korzystanie z niego to rozwijający się proces. Zaczynasz od kieliszka, dwóch i czujesz się dobrze: uczucie rozluźnienia, dobry humor, odwaga, błyskotliwość, łatwość nawiązywania kontaktów uznajesz za przyjemne. Myślisz, że tak już będzie zawsze. By jeszcze raz osiągnąć podobny stan, znów wypijasz kieliszek, dwa. I znów. Z czasem jednak ta dawka przestaje ci wystarczać, przechodzisz do coraz większych porcji. Na tyle dużych, że w końcu zamiast przyjemności czujesz otumanienie. Wtedy jednak jest już zwykle za późno, by się o własnych siłach cofnąć, rzucić picie. Pierwsze kroki – Zwykle człowiek sięga po alkohol, gdy jest mu źle, coś go gnębi, czegoś się boi. Albo żeby się bawić, coś uczcić. Tak się bowiem – niestety – w naszej kulturze utarło, że za oczywiste uznajemy świętowanie rozmaitych uroczystości przy kieliszku – mówi Zbigniew Jadczak. – Już małe dzieci są tego uczone: na urodziny mama z tatą stawiają im na stole szampana. Oczywiście bezalkoholowego, co jednak nie ma żadnego znaczenia. Bo co z tego, że dziecko pije de facto oranżadę, skoro jest ona w charakterystycznej butelce? Dziecko kojarzy, że zawartość takiej właśnie butelki to coś, co podaje się przy większych okazjach. Co alkohol nam wykańcza Na początek wątrobę. Potem nerki. Po wypiciu rozszerzają się na pewien czas naczynia krwionośne; potem się kurczą, co powoduje gwałtowne skoki ciśnienia krwi. To z kolei może prowadzić do udaru, odbija się też na sercu. – No i alkohol robi straszne rzeczy z mózgiem – podkreśla nasz rozmówca. – Stopniowo zmniejsza jego objętość i niszczy neurony, bo działa jak neurotoksyna. Zaburza działanie neuroprzekaźników, a efekt tego to spowolnione reakcje, problemy z koordynacją ruchów, szwankująca pamięć. Nałóg prowadzi do otępienia, depresji, chorób neurologicznych. Nie ma przy tym znaczenia, czy pije się 45-letnią whisky z kryształowej szklanki, czy marne wina prosto z butelki. Alkohol zawsze działa tak samo. Okazuje się przy tym, że osoba uzależniona wcale nie musi upijać się codziennie. – Znam pana, który robi to raptem dwa razy do roku – opowiada gość Adullam. – Wyładowuje butelkami bagażnik samochodu, zaszywa się w jakimś ustroniu i „odpływa”. Potem wraca do żywych i pozostaje absolutnie trzeźwy, przez następne pół roku – ani kropli. Jednak bez swoich wyjazdów nie może żyć. Czy można uznać, że to alkoholizm? Jak najbardziej. Nałóg objawia się na różne sposoby. Dramatyczny koniec Co się dzieje, kiedy ktoś nie uświadomi sobie w porę, że jest uzależniony? Że tak naprawdę – wbrew temu, co mówi – wcale nie ma picia pod kontrolą i nie może przestać, gdy zechce? Co będzie, jeśli się nie cofnie, nie poszuka pomocy? Jego nałóg będzie się pogłębiał coraz bardziej, aż w końcu może dojść do bardzo zaawansowanego stanu. Zdarzają się w tej fazie, po raptownym odstawieniu alkoholu, przypadki delirium tremens, czyli majaczenia alkoholowego zwanego też białą gorączką. Są wyjątkowo niebezpieczne, zagrażają życiu. A jednak w Polsce mówi się o nich raczej żartobliwie, powtarzając dowcipy o białych myszkach i różowych słoniach. Czy człowiek w takiej sytuacji rzeczywiście widzi myszki? I naprawdę się ich boi? – Jest znacznie gorzej – prostuje Zbigniew Jadczak. – Widzi na przykład żonę albo dzieci, jak idą do niego z nożem, by go zabić. Może się wtedy – w stanie skrajnej paniki i w ataku agresji – rzucić na nie w „obronie własnej”. Kiedy przestać? – To u każdego człowieka może być zupełnie inny moment – tłumaczy Zbigniew Jadczak. – Zwykle pierwsze dzwonki alarmowe rozdzwaniają mu się w głowie, gdy z powodu alkoholu dzieci zaczynają się go bać, gdy żona chce rozwodu, gdy traci pracę, gdy robi coraz większe długi… Czasem, gdy nie ma już za co pić, sprzedaje rzeczy z domu, okradając własną rodzinę. A czasem, gdy po raz pierwszy (proszę wybaczyć bezpośredniość) posika się w spodnie. Czy ktoś taki ma szansę wyjść z nałogu? Zdaniem naszego rozmówcy, tak – o ile istnieje cokolwiek, na czym mu jeszcze i naprawdę zależy. Jednym z miejsc w Częstochowie, gdzie można szukać pomocy, jest Stowarzyszenie Abstynenckie „Północ”. Wbrew nazwie, nie służy wyłącznie mieszkańcom tej dzielnicy, lecz całemu miastu. Wystarczy przyjść. Dla osób, które nie są pewne, czy powinny to zrobić, przygotowano na stronie internetowej Stowarzyszenia abstynenci.czest.pl specjalny alko-test. To rodzaj quizu: odpowiadasz na pytania (byle szczerze), program interpretuje te informacje i przedstawia ci wnioski. Dzięki nim można sobie uświadomić, jak daleko zabrnęło się w nałóg. – Nowych członków staramy się otoczyć opieką, ciepłem, by poczuli się bezpiecznie i pewnie. Żadnego z nich nie oceniamy. Nie każemy im też od razu opowiadać o sobie i swoich bardzo prywatnych problemach – podkreśla prezes organizacji. – Niech najpierw posłuchają innych. Zrozumieją wtedy, że to, co się im przydarzyło, jest udziałem wielu innych ludzi. Łatwiej wtedy człowiekowi zmierzyć się ze swoim uzależnieniem. Oczywiście mamy też do dyspozycji fachowców, np. psychologa. Gdy osoba chcąca wyjść z nałogu nieco u nas okrzepnie, proponujemy jej terapię w którymś z ośrodków specjalistycznych. Oczywiście nie jest to obowiązkowe, część kolegów nigdy z tego nie skorzystała. Terapia pomaga, są ludzie, którzy nie piją od wielu lat. – Na przykład od trzydziestu – mówi Zbigniew Jadczak. – Co jednak nie znaczy, że można ich uznać za całkowicie wyleczonych, że mogą raz na jakiś czas iść choćby z kolegami na piwo. Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną. Cały wywiad nagraliśmy w studiu RM Group. Jest dostępny na www.youtube.com, na profilu Fundacji Chrześcijańskiej „Adullam” (kliknij TUTAJ).

3,5 tysiąca butelek na ulicach mniej. Wielkie sprzątanie z Adullam

2026-04-22 Brak komentarzy

Okazją stał się Światowy Dzień Trzeźwości wypadający 15 kwietnia. Różne z tej okazji podjęto przedsięwzięcia w Częstochowie. Fundacja Adullam zaproponowała mieszkańcom: zbieramy z ulic, bram i skwerów butelki po wódce, piwie, winach. Przyłączycie się? Odzew był taki, że sami nie mogliśmy uwierzyć. Wiecie, ile butelek po alkoholu zebrano? Ponad 3,5 tysiąca. TRZY I PÓŁ TYSIĄCA! A przecież uczestnicy czyszczenia miasta z opróżnionych, porzuconych „małpek” czy „ćwiartek” po wódce oraz „krów” po winie spenetrowali tylko mały fragment Częstochowy – Stare Miasto i okolice miasteczka akademickiego, w sumie 16 lokalizacji. 160 osób w odblaskowych kamizelkach, w gumowych rękawiczkach, zaopatrzonych przez miejskie Centrum Usług Komunalnych w worki na szkło, przeczesywało ulice, bramy, skwery, bulwary nad Wartą… W zaledwie półtorej godziny zapełniło aż pięć wielkich kontenerów, również dostarczonych przez miasto. W akcji wzięli udział Fundacja Oczami Brata, Szkoła Podstawowa nr 35, V LO im. Adama Mickiewicza, Zespół Szkół Mechaniczno-Elektrycznych, siatkarki KS Częstochowianka, seniorzy z Adullam… O tym, co będą robić, zawiadomiliśmy wcześniej radia, gazety i telewizję. I tak się porobiło, że relacjonowały akcję nie tylko media lokalne, ale w ślad za wolontariuszami ruszyły w miasto ekipy publicznej TVP i Polsatu. To dlatego od południa 15 kwietnia cała Polska oglądała nas w wiadomościach. No, tego to się nie spodziewaliśmy w najśmielszych nawet założeniach naszej akcji. Jej uczestnicy zebrali z ulic, podwórek, bram, skwerów i nadwarciańskich bulwarów tyle butelek, że sami nie mogli uwierzyć w wielkość plonu. – Przeszliśmy niecałe pół kilometra i zapełniliśmy prawie połowę kontenera – pochwalili się uczniowie SP nr 35. Dzieci z prowadzonej przez Adullam Świetlicy „Życie poza szkołą” włączyły się w obchody Światowego Dnia Trzeźwości również w aspekcie artystycznym. Pół dnia rysowały plakaty zniechęcające do spożywania alkoholu. Ich prace pokryły całe nasze podwórko i drzwi do klatek schodowych w okolicznych kamienicach. Dziękujemy wszystkim, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Fundacji Chrześcijańskiej „Adullam” i Partnerstwa na rzecz Aktywności Lokalnej „Stare Miasto – Nowe Życie” do wzięcia udziału w butelkowych porządkach. Udowodnili, że jako społeczność potrafimy działać razem i realnie wpływać na nasze otoczenie. Co warto podkreślić, celem akcji było nie tylko uprzątnięcie przestrzeni publicznej, ale też zabranie ludziom sprzed oczu butelek mogących wywoływać chęć sięgnięcia po alkohol. Przy okazji chcieliśmy zwrócić uwagę wszystkich na skalę problemu alkoholowego. Jak jest on poważny, świadczy 3,5 tysiąca sztuk szklanych opakowań po trunkach zebranych tylko w jednej dzielnicy i na obszarze miasteczka akademickiego.

Śniadanie Wielkanocne 2026 w fundacji Adullam

2026-04-17 Brak komentarzy

To śniadanie było trzynaste z rzędu. Na szczęście nikt o tym nie pamiętał, inaczej na pewno by się nie udało. A tak, dopiero po fakcie szybki rachunek ujawnił straszną prawdę: skoro pierwsze śniadanie charytatywne robiliśmy w 2014 roku, to w 2026 mamy pełne prawo oczekiwać pecha. Nie do końca odbyło się to śniadanie w fundacji, bo wszyscy by się nie zmieścili. 250 naszych gości zaprosiliśmy do sali gimnastycznej Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych przy ul. Targowej. 100 osób chorych lub z niepełnosprawnością miało dostać posiłek do domu. Podobnie mieszkańcy schroniska dla mężczyzn w kryzysie bezdomności (ul. Legionów) i hostelu readaptacyjnego (ul. Krakowska). Trzeba też było doliczyć gości niespodziewanych. W sumie ponad 400 świętujących. A czemu w szkole? Bo dysponuje ona wielkim pomieszczeniem i należy do Partnerstwa na rzecz Aktywności Lokalnej „Stare Miasto – Nowe Życie”, a Wielkanoc to czas powszechnej mobilizacji tego grona. Od lat przygotowuje ono świąteczny posiłek dla osób samotnych, starszych, chorych, w kryzysie bezdomności, bezrobotnych, żyjących w ubóstwie… Fundacja Chrześcijańska „Adullam” pozostaje natomiast liderem tego przedsięwzięcia, organizując całość działań. Te zaczynają się już kilka miesięcy przed Wielką Sobotą (tradycyjny u nas dzień śniadania). Luty i marzec – ćwiczymy i szyjemy W tym roku, jak zwykle zresztą, pierwsi zaczęli przygotowania wykonawcy spektaklu stanowiącego część artystyczną wiosennego święta. Seniorzy z Dziennego Domu Pomocy „Pomocna dłoń” już w lutym ćwiczyli śpiewanie piosenek (kliknij TUTAJ). Z kolei w Świetlicy „Życie poza szkołą” trwały nie tylko próby wokalne, ale też przymiarki kostiumów i montowanie dekoracji do pantomimy. Trzeba było ubrać w biel, koronki i pióra kilka aniołków, uszyć giezło dla Zbawiciela i skompletować czarne elementy strojów dla gromadki Grzechów. Tylko Książę Ciemności wystąpił w tej samej pelerynie i parze rogów co rok wcześniej. Dostał za to imponujący tron, cały w czerwieni, ustrojony czarnymi kwiatami i migającym tajemniczo światłem. Reprezentanci Dobra z kolei mieli do dyspozycji tło z połyskujących błękitów, srebra i puszystej bieli. W tworzeniu tych obrazów nieba i piekła wykorzystano zwoje materiału, sztuczne rośliny, kędzierzawe włókno do napełniania poduszek, wieczorowe suknie a nawet niebieski dziecięcy śpiwór. Większość tych rzeczy koś kiedyś przyniósł do magazynu odzieży Adullam. Do tej pory nikt ich nie chciał ani nie potrzebował, leżały w ukryciu i zapomnieniu. Wygrzebane na światło dzienne, miały wreszcie szansę zaistnieć (zobacz TUTAJ). W połowie marca próbom śpiewu przestała akompaniować tylko jedna gitara. Popołudniami nad podwórkiem fundacji unosił się łomot perkusji, dudnienie elektrycznych ibanezów i plumkanie pianina (posłuchaj TUTAJ). W tym samym czasie sekcja zaopatrzeniowa Adullam gromadziła produkty do wielkanocnego śniadania, opracowując menu. Jego podstawę stanowiły – jakże inaczej – żurek z wkładką i sałatka jarzynowa. To pierwsze obiecał ugotować jeden z naszych darczyńców (chce pozostać anonimowy). Jego firma dysponuje bowiem zapleczem kuchennym na tyle dużym, by zrobić 250 litrów zupy. To drugie tradycyjnie wzięli na siebie członkowie Partnerstwa na rzecz Aktywności Lokalnej „Stare Miasto – Nowe Życie”. Wielki Czwartek – siekamy 2 kwietnia seniorzy, dzieci i muzycy ćwiczyli do upadłego na scenie Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych (zobacz TUTAJ), a w sali gimnastycznej tuż obok ekipa odpowiedzialna za dekoracje stroiła okna i nakrywała do stołów (TUTAJ). Wcześniej trzeba je było poznosić ze szkolnych klas. Tu bardzo pomogli nam wolontariusze, uczniowie SP 30 i SP 50. Pierwszy raz z nami pracowali. Zjawili się w sile kilkunastu nastolatków, choć mieli dzień wolny. Stoły i krzesła dostarczali na parter z wyższych pięter, biegając bez wytchnienia po schodach. O tej samej porze, ale 700 metrów dalej, w stołówce fundacji ujęła noże w dłoń gromada sałatkowych wolontariuszy. Jak zwykle podzieliła się na zespoły – marchewkowy, pietruszkowy, ziemniaczany, jajeczny, ogórkowy (u nas ogórki kiszone, kucharz by sobie prędzej odgryzł dłoń w nadgarstku, niż dodał inne)… Przy osobnym stole, wyposażeni w specjalne „rybne” deski do krojenia, otoczeni aromatem octu, cebulki i matjasów, rwali się do roboty twórcy sałatki śledziowej. Po drugiej stronie sali pakowano do plastikowych pojemników kiełbaski i jajka ugotowane w łupinach cebuli. Wrażenia estetyczne zapewniały zielone gałązki dostarczone przez kadrową fundacji, której barwinek zarósł całe podwórko i aż się prosił o ścięcie. Sąsiednie stanowiska w stołówce służyły do porcjowania bigosu, którego całe kotły trzeba było z kuchni przywozić na specjalnym wózku, bo nie dały się podnieść. Tym samym zakończył się czas wypełniania całej fundacji rozkoszną wonią kapusty i mięsa duszących się razem. Filmową relację z przygotowań publikujemy TUTAJ Jednocześnie ekipa zaopatrzeniowa wyładowywała z samochodu zgrzewki majonezu. U nas nie ma sporów w kwestii jego wyboru – Kielecki i już. Drugie auto opróżniała z setek babeczek wielkanocnych z lukrem i posypką, w ozdobnych papilotkach (dar jednego z częstochowskich piekarzy). Złożono je w najdalszej część kuchni, przeobrażonej w kącik cukierniczy. Zastygały tam w metalowych wanienkach bajecznie kolorowe galaretki. Pocięte w apetyczną kostkę, miały uatrakcyjnić smakowo i wizualnie miseczki z ciastkami ustawione przy każdym śniadaniowym nakryciu. Wielki Piątek – pakujemy 3 kwietnia spokój w stołówce skończył się, ledwie wyszła ostatnia z 400 osób jedzących codzienny obiad. Trzasnęły za nią drzwi… i ruszyła lawina wydarzeń. Migiem wypucowano stoły, blaty i podłogę. Na niej ustawione zostały stosy konserw, kartonów mleka, pudełek herbaty i torebek cukru. Na stołach z jednej strony znalazły się bochenki chleba, paczki masła, świąteczne babeczki, plastikowe opakowania z kiełbasą i jajkami, z pierogami, bigosem… Stoły pod oknami zajęli pracownicy Adullam, młodzież z naszej świetlicy i wolontariusze, każdy z zapasem mocnych foliowych toreb, ręcznie robionych przez dzieci wielkanocnych kartek, barwnych wstążek i gałązek barwinka. Ich zadaniem było przygotowanie dla każdego uczestnika śniadania paczki z zaopatrzeniem na dwa dni świąt. 12 lat doświadczeń robi swoje. Wystarczyła chwila, by zorganizowała się – jak zawsze dotąd – linia produkcyjna. Kilku krzepkich panów niczym dżokeje na Służewcu krążyło wokół sali, zbierając do dużych kartonów produkty z poszczególnych stoisk. Kartony podrzucali pakowaczom, łapali następne i wykonywali kolejną rundę. I tak w kółko. Osoby pakujące zapełniały torby, do każdej wrzucali kartkę z życzeniami i całość przekazywali kolegom zatrudnionym przy zamykaniu worków gumką recepturką i ozdabianiu kokardką z gałązką zieleni. Ekipa najsilniejszych zanosiła gotowe paczki do magazynu. Dwie godziny i było po robocie. (Zobacz TUTAJ) – Wy juuuż?! – dziwili się niebotycznie podkuchenni, którzy na zapleczu mieszali składniki sałatek. – A my jeszcze w lesie! Wielka Sobota – wszystkie ręce

Wesoły nam dzień dziś nastał… Wielkanoc w Adullam

2026-04-03 Brak komentarzy

Nasza fundacja życzy każdemu, by miał Wielkanoc taką, jak lubi, z tymi, których kocha i którzy jego kochają. Żeby miał mu kto pomóc w myciu okien, a potem towarzyszyć przy niedzielnym śniadaniu i na spacerze. I ochlapać porządnie wodą – na zdrowie – w Lany Poniedziałek. Z Wielkanocą zawsze mamy kłopotu a kłopotu. Nie dość, że się człowiek narobi, to jeszcze co roku w innym terminie. Wszystko przez Sobór Nicejski z 326 r., kiedy to postanowiono wyznaczać wiosenne święta podług jednej zasady. Oto Wielkanoc ma przypadać zawsze – najprościej rzecz ujmując – na pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. mającej miejsce po 21 marca. To nam daje spory rozrzut czasowy, bo od 22 marca (data Wielkiej Niedzieli w 2285 r.) do 25 kwietnia (tak będzie w 2038 r.). Wcześniej i później nie, bo zahaczalibyśmy o inne pełnie. W tym roku Wielkanoc wypada tak mniej więcej akurat, bo na początku kwietnia. Powinno już być wiosennie. Poczujemy, że natura wraca do życia po zimowej przerwie, nastroją nas optymistycznie te wszystkie krokusy, prymulki, zieleniejące drzewa i ciepły wiatr. To przecież takie święta, że chce się człowiekowi ruszyć z domu i uwierzyć, że będzie dobrze. Męczące przyjemności Przyznajcie, nawet ten najmniej miły aspekt Wielkanocy – energiczne sprzątanie wszystkiego – ma w sobie jakiś urok. Ktoś, kto nienawidzi pucowania okien, też przecież czuje krzepiącą satysfakcję, gdy przez czyste szyby wlewa się do mieszkania światło słońca, a firanki pachną świeżością. Albo gdy podłogi aż iskrzą. To uczucie dające energetycznego kopa, jak haust świeżego powietrza. To jakby zaczynać życie od nowa. Potem przychodzą działania również męczące, ale przyjemniejsze. Jak miło jest napełnić kuchnię aromatem wędzonki gotowanej z listkiem bobkowym. Na rodzinę działa on jak magnes, wszyscy się zbiegną, by pobyć w pachnącym cieple. A gdy przychodzi do – owszem, nużącego – robienia sernika, to dzieci wręcz trzeba wyganiać z kuchni, tak bardzo chcą pomagać (i w nagrodę wylizać miskę). Pieczenie w samotności nie tylko pozbawione jest tego wdzięku, ale bywa wręcz niebezpieczne. Przykładem znajoma jednej z pracownic Adullam. Jej popisowym dziełem na Wielkanoc był mazurek kajmakowy. Masę do niego pani Danusia robiła gotując w rondelku z wodą puszkę mleka skondensowanego (działo się to w czasach przed wkroczeniem na rynek gotowego kajmaku w konserwie). Gotowała zatem, ale, zmęczona, przysnęła. Na dość długo. Obudziła się, gdy puszka mleka z wizgiem wystrzeliła ku sufitowi, eksplodując po drodze. Pół bloku się zleciało, bo myślało, że to wybuch gazu. Bezcenne wspomnienia Przygotowania świąteczne odbywane razem generują masę ważnych wspomnień. Nawet przy sprzątaniu. Rozmaite rodzinne pamiątki wyłażą wtedy na wierzch… A to liczący pół wieku serwis po babci, który trzeba myć ostrożnie, z największą uwagą. A to mamina biżuteria ślubna. A to zdjęcia taty, jak przedszkolakiem będąc, w kostiumie kowboja pozował do zdjęć na baliku karnawałowym. Właśnie przy takich okazjach więzi rodzinne zawiązują się i cementują na mur. Dzieci wrastają w korzenie przodków, zyskując siłę wielu pokoleń. – U mnie w rodzinie stryj zaczynał przygotowania świąteczne od porządków w klaserach. Efekt był taki, że już nic innego nie zrobił, ba, układał znaczki jeszcze dłuuugo po Wielkim Tygodniu. Tkwiły przy nim wszystkie dzieci – opowiada pracująca w Adullam pani Asia. – Stryjek układał znaczki tematycznie: różne serie, ale na każdym np. zwierzę jednego gatunku. Dzieci pomagały mu z opisami. Do dzisiaj tkwią w klaserach karteczki pokryte kulfonami ułożonymi choćby w słowo „Qropatfa”. Nie zawsze to doceniamy. Ile razy zarzekaliśmy się, że tym razem Wielkanoc będzie osobno, bez rodzinnego spędu. Że to męczące, zwłaszcza gdy świętowanie ogranicza się do siedzenia cały czas przy stole. Trudno odmówić słuszności podobnym zastrzeżeniom. A jednak… Te rodzinne spędy bywają źródłem najpiękniejszych wspomnień, które możemy całe życie przechowywać w głowie i sercu. W najlepszym nawet kurorcie nie będziemy przecież świadkami, jak przy śniadaniowym stole roczny brat Pawełek, podniesiony przez mamę usiłującą posadzić go sobie na kolanach, pakuje obie nogi do talerza z barszczem, rozchlapując go w promieniu pół metra. Kiedy, jak nie podczas rodzinnej Wielkanocy, będziecie świadkami wyjedzenia przez dzieci z koszyczka całej święconkowej kiełbaski. I to w kościele, zanim ksiądz zdąży ją pokropić. Gdzie obejrzycie nieoczekiwany finał sporu ciotek. W Wielki Piątek jedna żąda od córki, by ta jeszcze poszła do sklepu, dokupić szynki, a druga zabrania, bo lodówka jest pełna. Córka mamrocze pod nosem, żeby się zdecydowały, bo ona nie wie, której słuchać, obu przecież nie zadowoli. A młodszy brat radzi: – Zadowolisz. Wystarczy, że pójdziesz, ale nic nie kupisz. Gdzie zdarzy się Wam taka scena z Lanego Poniedziałku: wujek z piskiem umyka do łazienki przed siostrzenicami, które oblewają go wodą z jajek śmigustowych. A synek wujka rzuca się przed drzwi tejże łazienki jak Rejtan w piżamce, by rozkładając kluskowate rączki wołać przez łzy: – Zostawcie mojego tatusia!!! To wszystko przypomnieli sobie koledzy z fundacji. Święta w Adullam Nasza fundacja jest jakby rodziną, więc też mamy wspólne wielkanocne wspomnienia. Kiedyś np. między obsadą kuchni wybuchł spór kompetencyjny, czy do 400 porcji sałatki jarzynowej powinno się dodać cebulę. Doszło nawet do podpierania się autorytetem samej Magdy Gessler, która oficjalne szkolenie sałatkowe dla Polaków robiła kilka lat temu na YouTube. U nas jednak najwięcej okazji godnych pamiętania bierze się ze Śniadania Wielkanocnego, „od zawsze” urządzanego przez Fundację dla osób samotnych, chorych i z problemami materialnymi. Czy to wpadki i niedociągnięcia? Niekoniecznie. Raczej wspomnienie guli, którą czuje się w gardle wydając głodnym pachnący żurek, wkładając w wyciągnięte dłonie kromki chleba, ozdabiając każde nakrycie kartką z życzeniami, dziełem przedszkolaków. Kiedy człowiek w Wielką Sobotę pomaga przy śniadaniu dla 400 osób, potem z tym większą satysfakcją siada do własnego. Jak sobie planujemy Wielkanoc Rok temu prawie 82 proc. Polaków zamierzało spędzić Wielkanoc z rodziną. Ustalił to Instytut Badań Rynkowych i Społecznych. Ponad 40 proc., zamiast banalnego tkwienia przy stole, miało się oddawać aktywnemu wypoczynkowi, spacerując na długich dystansach albo jeżdżąc na rowerze. 22,3 proc. – rozłożone na kanapie przed telewizorem – nadrabiać zaległości filmowe i serialowe. Słodkiemu nieróbstwu chciało się oddać 20,4 proc. Polaków. Niecałe 6 proc. – pracować albo się uczyć. Tyle samo miało plany wyjazdowe.

Archiwalne posty
Gdzie nas szukać
ul. Krakowska 34
42-202 Częstochowa
+48 34 365 39 46
+48 34 365 38 30
biuro@adullam.pl
Przydatne linki
Nawigacja
Przewijanie do góry