
Śniadanie Wielkanocne 2026 w fundacji Adullam
To śniadanie było trzynaste z rzędu. Na szczęście nikt o tym nie pamiętał, inaczej na pewno by się nie udało. A tak, dopiero po fakcie szybki rachunek ujawnił straszną prawdę: skoro pierwsze śniadanie charytatywne robiliśmy w 2014 roku, to w 2026 mamy pełne prawo oczekiwać pecha. Nie do końca odbyło się to śniadanie w fundacji, bo wszyscy by się nie zmieścili. 250 naszych gości zaprosiliśmy do sali gimnastycznej Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych przy ul. Targowej. 100 osób chorych lub z niepełnosprawnością miało dostać posiłek do domu. Podobnie mieszkańcy schroniska dla mężczyzn w kryzysie bezdomności (ul. Legionów) i hostelu readaptacyjnego (ul. Krakowska). Trzeba też było doliczyć gości niespodziewanych. W sumie ponad 400 świętujących. A czemu w szkole? Bo dysponuje ona wielkim pomieszczeniem i należy do Partnerstwa na rzecz Aktywności Lokalnej „Stare Miasto – Nowe Życie”, a Wielkanoc to czas powszechnej mobilizacji tego grona. Od lat przygotowuje ono świąteczny posiłek dla osób samotnych, starszych, chorych, w kryzysie bezdomności, bezrobotnych, żyjących w ubóstwie… Fundacja Chrześcijańska „Adullam” pozostaje natomiast liderem tego przedsięwzięcia, organizując całość działań. Te zaczynają się już kilka miesięcy przed Wielką Sobotą (tradycyjny u nas dzień śniadania). Luty i marzec – ćwiczymy i szyjemy W tym roku, jak zwykle zresztą, pierwsi zaczęli przygotowania wykonawcy spektaklu stanowiącego część artystyczną wiosennego święta. Seniorzy z Dziennego Domu Pomocy „Pomocna dłoń” już w lutym ćwiczyli śpiewanie piosenek (kliknij TUTAJ). Z kolei w Świetlicy „Życie poza szkołą” trwały nie tylko próby wokalne, ale też przymiarki kostiumów i montowanie dekoracji do pantomimy. Trzeba było ubrać w biel, koronki i pióra kilka aniołków, uszyć giezło dla Zbawiciela i skompletować czarne elementy strojów dla gromadki Grzechów. Tylko Książę Ciemności wystąpił w tej samej pelerynie i parze rogów co rok wcześniej. Dostał za to imponujący tron, cały w czerwieni, ustrojony czarnymi kwiatami i migającym tajemniczo światłem. Reprezentanci Dobra z kolei mieli do dyspozycji tło z połyskujących błękitów, srebra i puszystej bieli. W tworzeniu tych obrazów nieba i piekła wykorzystano zwoje materiału, sztuczne rośliny, kędzierzawe włókno do napełniania poduszek, wieczorowe suknie a nawet niebieski dziecięcy śpiwór. Większość tych rzeczy koś kiedyś przyniósł do magazynu odzieży Adullam. Do tej pory nikt ich nie chciał ani nie potrzebował, leżały w ukryciu i zapomnieniu. Wygrzebane na światło dzienne, miały wreszcie szansę zaistnieć (zobacz TUTAJ). W połowie marca próbom śpiewu przestała akompaniować tylko jedna gitara. Popołudniami nad podwórkiem fundacji unosił się łomot perkusji, dudnienie elektrycznych ibanezów i plumkanie pianina (posłuchaj TUTAJ). W tym samym czasie sekcja zaopatrzeniowa Adullam gromadziła produkty do wielkanocnego śniadania, opracowując menu. Jego podstawę stanowiły – jakże inaczej – żurek z wkładką i sałatka jarzynowa. To pierwsze obiecał ugotować jeden z naszych darczyńców (chce pozostać anonimowy). Jego firma dysponuje bowiem zapleczem kuchennym na tyle dużym, by zrobić 250 litrów zupy. To drugie tradycyjnie wzięli na siebie członkowie Partnerstwa na rzecz Aktywności Lokalnej „Stare Miasto – Nowe Życie”. Wielki Czwartek – siekamy 2 kwietnia seniorzy, dzieci i muzycy ćwiczyli do upadłego na scenie Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych (zobacz TUTAJ), a w sali gimnastycznej tuż obok ekipa odpowiedzialna za dekoracje stroiła okna i nakrywała do stołów (TUTAJ). Wcześniej trzeba je było poznosić ze szkolnych klas. Tu bardzo pomogli nam wolontariusze, uczniowie SP 30 i SP 50. Pierwszy raz z nami pracowali. Zjawili się w sile kilkunastu nastolatków, choć mieli dzień wolny. Stoły i krzesła dostarczali na parter z wyższych pięter, biegając bez wytchnienia po schodach. O tej samej porze, ale 700 metrów dalej, w stołówce fundacji ujęła noże w dłoń gromada sałatkowych wolontariuszy. Jak zwykle podzieliła się na zespoły – marchewkowy, pietruszkowy, ziemniaczany, jajeczny, ogórkowy (u nas ogórki kiszone, kucharz by sobie prędzej odgryzł dłoń w nadgarstku, niż dodał inne)… Przy osobnym stole, wyposażeni w specjalne „rybne” deski do krojenia, otoczeni aromatem octu, cebulki i matjasów, rwali się do roboty twórcy sałatki śledziowej. Po drugiej stronie sali pakowano do plastikowych pojemników kiełbaski i jajka ugotowane w łupinach cebuli. Wrażenia estetyczne zapewniały zielone gałązki dostarczone przez kadrową fundacji, której barwinek zarósł całe podwórko i aż się prosił o ścięcie. Sąsiednie stanowiska w stołówce służyły do porcjowania bigosu, którego całe kotły trzeba było z kuchni przywozić na specjalnym wózku, bo nie dały się podnieść. Tym samym zakończył się czas wypełniania całej fundacji rozkoszną wonią kapusty i mięsa duszących się razem. Filmową relację z przygotowań publikujemy TUTAJ Jednocześnie ekipa zaopatrzeniowa wyładowywała z samochodu zgrzewki majonezu. U nas nie ma sporów w kwestii jego wyboru – Kielecki i już. Drugie auto opróżniała z setek babeczek wielkanocnych z lukrem i posypką, w ozdobnych papilotkach (dar jednego z częstochowskich piekarzy). Złożono je w najdalszej część kuchni, przeobrażonej w kącik cukierniczy. Zastygały tam w metalowych wanienkach bajecznie kolorowe galaretki. Pocięte w apetyczną kostkę, miały uatrakcyjnić smakowo i wizualnie miseczki z ciastkami ustawione przy każdym śniadaniowym nakryciu. Wielki Piątek – pakujemy 3 kwietnia spokój w stołówce skończył się, ledwie wyszła ostatnia z 400 osób jedzących codzienny obiad. Trzasnęły za nią drzwi… i ruszyła lawina wydarzeń. Migiem wypucowano stoły, blaty i podłogę. Na niej ustawione zostały stosy konserw, kartonów mleka, pudełek herbaty i torebek cukru. Na stołach z jednej strony znalazły się bochenki chleba, paczki masła, świąteczne babeczki, plastikowe opakowania z kiełbasą i jajkami, z pierogami, bigosem… Stoły pod oknami zajęli pracownicy Adullam, młodzież z naszej świetlicy i wolontariusze, każdy z zapasem mocnych foliowych toreb, ręcznie robionych przez dzieci wielkanocnych kartek, barwnych wstążek i gałązek barwinka. Ich zadaniem było przygotowanie dla każdego uczestnika śniadania paczki z zaopatrzeniem na dwa dni świąt. 12 lat doświadczeń robi swoje. Wystarczyła chwila, by zorganizowała się – jak zawsze dotąd – linia produkcyjna. Kilku krzepkich panów niczym dżokeje na Służewcu krążyło wokół sali, zbierając do dużych kartonów produkty z poszczególnych stoisk. Kartony podrzucali pakowaczom, łapali następne i wykonywali kolejną rundę. I tak w kółko. Osoby pakujące zapełniały torby, do każdej wrzucali kartkę z życzeniami i całość przekazywali kolegom zatrudnionym przy zamykaniu worków gumką recepturką i ozdabianiu kokardką z gałązką zieleni. Ekipa najsilniejszych zanosiła gotowe paczki do magazynu. Dwie godziny i było po robocie. (Zobacz TUTAJ) – Wy juuuż?! – dziwili się niebotycznie podkuchenni, którzy na zapleczu mieszali składniki sałatek. – A my jeszcze w lesie! Wielka Sobota – wszystkie ręce
