15 kwietnia obchodzi się w Polsce Światowy Dzień Trzeźwości. Stał się on dla naszej fundacji pretekstem, by pomówić o uzależnieniu od alkoholu – o wpadaniu w tę pułapkę i wydostawaniu się z niej. To już druga rozmowa Adullam na taki temat. Publikujemy ją w internecie i zapraszamy do oglądania.
Pierwszy z wywiadów jest dostępny na YouTube od 22 stycznia. O stosowanych w Adullam metodach wyciągania ludzi z nałogu, opartych na wartościach chrześcijańskich, opowiada tam nasz terapeuta uzależnień Wiesław Kieras (podcast publikujemy TUTAJ). Tym razem rozmówcą jest gość spoza fundacji, ale zaprzyjaźniony i współpracujący z nią – Zbigniew Jadczak, prezes Stowarzyszenia Abstynenckiego „Północ” w Częstochowie.
Założenie główne programu jest następujące: pokażmy ludziom, którzy na razie rzadko sięgają po alkohol, że korzystanie z niego to rozwijający się proces. Zaczynasz od kieliszka, dwóch i czujesz się dobrze: uczucie rozluźnienia, dobry humor, odwaga, błyskotliwość, łatwość nawiązywania kontaktów uznajesz za przyjemne. Myślisz, że tak już będzie zawsze. By jeszcze raz osiągnąć podobny stan, znów wypijasz kieliszek, dwa. I znów. Z czasem jednak ta dawka przestaje ci wystarczać, przechodzisz do coraz większych porcji. Na tyle dużych, że w końcu zamiast przyjemności czujesz otumanienie. Wtedy jednak jest już zwykle za późno, by się o własnych siłach cofnąć, rzucić picie.
Pierwsze kroki
– Zwykle człowiek sięga po alkohol, gdy jest mu źle, coś go gnębi, czegoś się boi. Albo żeby się bawić, coś uczcić. Tak się bowiem – niestety – w naszej kulturze utarło, że za oczywiste uznajemy świętowanie rozmaitych uroczystości przy kieliszku – mówi Zbigniew Jadczak. – Już małe dzieci są tego uczone: na urodziny mama z tatą stawiają im na stole szampana. Oczywiście bezalkoholowego, co jednak nie ma żadnego znaczenia. Bo co z tego, że dziecko pije de facto oranżadę, skoro jest ona w charakterystycznej butelce? Dziecko kojarzy, że zawartość takiej właśnie butelki to coś, co podaje się przy większych okazjach.
Co alkohol nam wykańcza
Na początek wątrobę. Potem nerki. Po wypiciu rozszerzają się na pewien czas naczynia krwionośne; potem się kurczą, co powoduje gwałtowne skoki ciśnienia krwi. To z kolei może prowadzić do udaru, odbija się też na sercu.
– No i alkohol robi straszne rzeczy z mózgiem – podkreśla nasz rozmówca. – Stopniowo zmniejsza jego objętość i niszczy neurony, bo działa jak neurotoksyna. Zaburza działanie neuroprzekaźników, a efekt tego to spowolnione reakcje, problemy z koordynacją ruchów, szwankująca pamięć. Nałóg prowadzi do otępienia, depresji, chorób neurologicznych.
Nie ma przy tym znaczenia, czy pije się 45-letnią whisky z kryształowej szklanki, czy marne wina prosto z butelki. Alkohol zawsze działa tak samo.
Okazuje się przy tym, że osoba uzależniona wcale nie musi upijać się codziennie. – Znam pana, który robi to raptem dwa razy do roku – opowiada gość Adullam. – Wyładowuje butelkami bagażnik samochodu, zaszywa się w jakimś ustroniu i „odpływa”. Potem wraca do żywych i pozostaje absolutnie trzeźwy, przez następne pół roku – ani kropli. Jednak bez swoich wyjazdów nie może żyć. Czy można uznać, że to alkoholizm? Jak najbardziej. Nałóg objawia się na różne sposoby.
Dramatyczny koniec
Co się dzieje, kiedy ktoś nie uświadomi sobie w porę, że jest uzależniony? Że tak naprawdę – wbrew temu, co mówi – wcale nie ma picia pod kontrolą i nie może przestać, gdy zechce? Co będzie, jeśli się nie cofnie, nie poszuka pomocy? Jego nałóg będzie się pogłębiał coraz bardziej, aż w końcu może dojść do bardzo zaawansowanego stanu. Zdarzają się w tej fazie, po raptownym odstawieniu alkoholu, przypadki delirium tremens, czyli majaczenia alkoholowego zwanego też białą gorączką. Są wyjątkowo niebezpieczne, zagrażają życiu. A jednak w Polsce mówi się o nich raczej żartobliwie, powtarzając dowcipy o białych myszkach i różowych słoniach. Czy człowiek w takiej sytuacji rzeczywiście widzi myszki? I naprawdę się ich boi?
– Jest znacznie gorzej – prostuje Zbigniew Jadczak. – Widzi na przykład żonę albo dzieci, jak idą do niego z nożem, by go zabić. Może się wtedy – w stanie skrajnej paniki i w ataku agresji – rzucić na nie w „obronie własnej”.
Kiedy przestać?
– To u każdego człowieka może być zupełnie inny moment – tłumaczy Zbigniew Jadczak. – Zwykle pierwsze dzwonki alarmowe rozdzwaniają mu się w głowie, gdy z powodu alkoholu dzieci zaczynają się go bać, gdy żona chce rozwodu, gdy traci pracę, gdy robi coraz większe długi… Czasem, gdy nie ma już za co pić, sprzedaje rzeczy z domu, okradając własną rodzinę. A czasem, gdy po raz pierwszy (proszę wybaczyć bezpośredniość) posika się w spodnie.
Czy ktoś taki ma szansę wyjść z nałogu? Zdaniem naszego rozmówcy, tak – o ile istnieje cokolwiek, na czym mu jeszcze i naprawdę zależy.
Jednym z miejsc w Częstochowie, gdzie można szukać pomocy, jest Stowarzyszenie Abstynenckie „Północ”. Wbrew nazwie, nie służy wyłącznie mieszkańcom tej dzielnicy, lecz całemu miastu. Wystarczy przyjść. Dla osób, które nie są pewne, czy powinny to zrobić, przygotowano na stronie internetowej Stowarzyszenia abstynenci.czest.pl specjalny alko-test. To rodzaj quizu: odpowiadasz na pytania (byle szczerze), program interpretuje te informacje i przedstawia ci wnioski. Dzięki nim można sobie uświadomić, jak daleko zabrnęło się w nałóg.
– Nowych członków staramy się otoczyć opieką, ciepłem, by poczuli się bezpiecznie i pewnie. Żadnego z nich nie oceniamy. Nie każemy im też od razu opowiadać o sobie i swoich bardzo prywatnych problemach – podkreśla prezes organizacji. – Niech najpierw posłuchają innych. Zrozumieją wtedy, że to, co się im przydarzyło, jest udziałem wielu innych ludzi. Łatwiej wtedy człowiekowi zmierzyć się ze swoim uzależnieniem. Oczywiście mamy też do dyspozycji fachowców, np. psychologa. Gdy osoba chcąca wyjść z nałogu nieco u nas okrzepnie, proponujemy jej terapię w którymś z ośrodków specjalistycznych. Oczywiście nie jest to obowiązkowe, część kolegów nigdy z tego nie skorzystała.
Terapia pomaga, są ludzie, którzy nie piją od wielu lat.
– Na przykład od trzydziestu – mówi Zbigniew Jadczak. – Co jednak nie znaczy, że można ich uznać za całkowicie wyleczonych, że mogą raz na jakiś czas iść choćby z kolegami na piwo. Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną.

