Bizonom zajrzeli prosto w ślepia, ale na lody śliwkowe się nie załapali. Za to naoglądali się złota w pałacowym skarbcu. Seniorzy z Adullam poznawali tym razem atrakcje województwa świętokrzyskiego.
Grupa wycieczkowa składała się z mieszkańców Dziennego Domu Pomocy „Pomocna dłoń”, prowadzonego przez naszą fundację. Wyjazd z Częstochowy zadysponowała już na 7 rano, by mieć jak najwięcej czasu na zwiedzanie.
Po kilku godzinach w busiku seniorzy znaleźli się przed pierwszym punktem programu, zamkiem królewskim w Szydłowie, zbudowanym ponoć przez Kazimierza Wielkiego. Niewiele zostało z okazałej niegdyś budowli, ot, resztki siedziby króla, tzw. Skarbczyk, barokowa brama i mury obronne.
Przy tych ostatnich któryś z lokalnych przedsiębiorców ustawił granatowe banery z reklamą: „Butik śliwkowy”. To dlatego, że Szydłów uważa się za stolicę śliwki, uprawianej tu w sadach od stuleci. Obecnie na 2 tys. hektarów mieszkańcy regionu pozyskują rocznie ponad 20 tys. ton owoców. To około 20 proc. produkcji krajowej. Jesienią, kiedy dojrzewają najpóźniejsze odmiany, okolice Szydłowa zyskują wygląd zapierający dech w piersiach: kilometry malowniczych sadów tonących w śliwkowej purpurze. Pewnie dlatego miejsce to nazywane jest Purpurową Doliną. Do tego w powietrzu unosi się woń suszonych śliwek, wytwarzanych tutaj tradycyjną metodą.
Na te doświadczenia widokowe i zapachowe jeszcze nie pora, bo mamy lato, ale nasi seniorzy oddali lokalnej specjalności, co cesarskie. Zaopatrzyli się mianowicie w miejscowym sklepiku z pamiątkami w słoiki powideł. Nie dane im było natomiast spróbować lodów śliwkowych: akurat ich zabrakło.
Obejrzeli za to dokładnie drewniane rzeźby między zamkiem a zabytkową synagogą. Wszystkie przedstawiają sławnych Polaków, m.in. króla Władysława Łokietka czy Stefana Żeromskiego.
A potem z historii przenieśli się prościutko we współczesność – do hodowli bizonów w niedalekich Kurozwękach.
Bizony zostały tam sprowadzone nie z Ameryki, lecz z największej hodowli w Europie „Bison d’Ardenne” w Belgii. Był grudzień 2000 r. Oczywiście trzeba było wcześniej uzyskać pozwolenia z Ministerstw Rolnictwa i Ochrony Środowiska, a także od władz samorządowych. Z 20 jałówek i 2 byków stado rozrosło się do około 80 sztuk. Jest częścią kurozwęckiej stadniny. Stale nadzorują je placówki naukowo-badawcze Akademii Rolniczej w Krakowie i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
– Wsiedliśmy do takiego dziwnego pojazdu, jak z westernu. Coś jakby wóz drabiniasty; miał daszek z tkaniny i ławeczki do siedzenia. A ciągnął go traktor – opowiadają seniorzy. – Nie wolno nam było wołać ani w żaden inny sposób hałasować. Zabronili też wyciągać ręce do zwierząt. A te podchodziły bardzo blisko. Zanim się człowiek spostrzegł, już były obok, tak szybko się poruszają. Wielkie są… A kiedy już kończyliśmy nasze safari i mieliśmy wyjechać poza ogrodzenie, jeden z dwóch byków stanął przed nim, jakby nie chciał nas wypuścić.
Na koniec czekało jeszcze naszych seniorów zwiedzanie pałacu w Kurozwękach. – Była tam piękna sala balowa i pełno starych portretów – wspominają uczestnicy wycieczki. – W piwnicy też był portret, ale żywy: rycerz w zbroi ruszał się na ekranie, nawet mówił – super. No i był skarb – całe skrzynie pełne „złota”, aż się w oczach mieniło.
Wycieczka, podobnie jak inne działania Dziennego Domu Pomocy „Pomocna Dłoń” współfinansowana była ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021-2027 (Europejski Fundusz Społeczny+) dla Priorytetu: FESL.07.00 – Fundusze Europejskie dla społeczeństwa, działanie: FESL.07.04 – Usługi społeczne.





















